Kochana rodzinka
Mój wujek i ciotka od zawsze uważali się za lepszych. U nas zawsze było krucho z kasą. Z biegiem lat zaczęło się nam coraz lepiej powodzić, rodzice się dorabiali, a wujek i ciotka zostali na tym samym poziomie. Mieszkamy niedaleko siebie i gdy tylko coś u nas się zmieni, jakieś remonty, nowe drzewka w ogrodzie, od razu to widzą. Najśmieszniejsze jest to, że gdy rodzice mówią, że będą przeprowadzać jakiś remont to wujek mówi, że nie mają kasy. Ale gdy u nas pojawiła się ekipa, żeby zmienić dach, to wujek już przybiegł zapytać ile wezmą za robotę u nich. Tak jest w każdym przypadku, ich zazdrość o to, że nam się powodzi jest straszna, a zarazem śmieszna. Gdy ocieplaliśmy dom, wujek też nie miał kasy jak to zwykle u niego. Mama nie chciała się bawić w jakieś dotacje, wyliczanie jakichś współczynników itp. Wujek za to śmiał się z nas, że on zrobi to wszystko za pół darmo bo dostanie kasę od rządu tylko będzie musiał dać grubszy styropian. Pół roku później wydało się, że nie dostali ani grosza dotacji, bo zabrakło im odrobinę jakiegoś współczynnika cieplnego czy coś (nie znam się na tym). Wujek chodzi wściekły i mówi, że mają tyle styropianu na ścianach, że dom wygląda jak jakiś zamek warowny, a nie dom rodzinny, a w dodatku wziął na ocieplenie kredyt, bo i tak miał dostać zwrot, którego nie dostał. Nie żebym był złośliwy, ale dobrze im tak, za te wszystkie przykre słowa z ich strony.
Komentarze
Prześlij komentarz