Okrutne hobby sąsiada
Mój sąsiad zakładał wnyki. Każdy o tym wiedział, nikt z tym nie robił nic. Jak jeden sąsiad próbował coś z tym zrobić, to tamten mu zabił psa. Policja nic z tym nie robiła. Nie wiem czy miał jakieś znajomości. Skończył z tym procederem dopiero wtedy, gdy jego pies się złapał i nie udało się go uratować. Nikt mu nie współczuł tego, co się stało. Szkoda było tylko psa. Jakiś czas później w naszej miejscowości była powódź. Wszyscy pomagali sobie nawzajem. Temu sąsiadowi nie pomógł nikt. Czy się po tym wszystkim zmienił? Oczywiście, że nie. Uważał nas nadal za gorszych od siebie i dlatego nikt nie miał wyrzutów sumienia z tego powodu, że gdy potrzebował pomocy to nikt z nią nie ruszył.
Komentarze
Prześlij komentarz