Niespodziewani intruzi
Odziedziczyłam po babci dom i spore pole uprawne. Nie znam się na rolnictwie, dlatego większość pola wydzierżawiłam miejscowemu rolnikowi w zamian za trochę pszenicy i kukurydzy co roku. Pomyślałam, że zrobię sobie kurnik i kupię kilka kur, będę miała wiejskie jajeczka. Dla siebie zostawiłam kawałek pola, dosłownie parę arów. Chciałam tam zasadzić ziemniaki i posiać jakieś warzywa. „Co swoje to swoje” – pomyślałam. Po przeprowadzce i urządzeniu się w domu, zabrałam się za moje uprawy. Wszystko sobie ładnie ogarnęłam, grządki zrobione, zaczęłam sadzić i siać. Po kilku dniach ciężkiej pracy, byłam zadowolona, zwłaszcza, że do tej pory z rolnictwem nic nie miałam wspólnego. W sumie ciężko było w bloku z rodzicami coś sadzić. Dwa dni później wychodząc do pracy spostrzegłam, że moje grządki z ziemniakami są rozkopane, nic nie zostało. Sąsiad rolnik powiedział, że to dziki. Wkurzona postanowiłam, że w tym roku zakładam ogrodzenie wokół mojego skrawka ziemi i żadne dziki już nie wpadną na darmowy posiłek. Ziemniaki posadzę dopiero za rok, bo już się raczej nie wyrobię z tym wszystkim.
Komentarze
Prześlij komentarz