Pies przyjaciel

Kiedy byłem dzieckiem bardzo chciałem mieć psa. Chodziłem za rodzicami krok w krok i powtarzałem do znudzenia, że będę się nim zajmował, dbał o niego i chodził z nim na spacery. W końcu się zgodzili. Tata pojechał do schroniska i przywiózł ślicznego szczeniaczka. Byłem przeszczęśliwy. Rodzice pomagali mi w opiece nad nim, ale to głównie ja się nim zajmowałem. Byli pod wrażeniem mojego zaangażowania i powtarzali mi, że są ze mnie dumni. Bardzo mnie to ucieszyło, czułem się jakbym był odpowiedzialnym, prawdziwym mężczyzną mimo że miałem tylko 10 lat. Piesek był moim najlepszym przyjacielem i spędzałem z nim każdą chwilę. Starałem się wstawać wcześniej rano, żeby wyjść z nim na spacer zanim pójdę do szkoły, ale nie zawsze mi się to udawało, bo czasem zaspałem i wtedy rodzice przejmowali ten obowiązek. Nie rozstałem się z nim nawet jak wyjechałem na studia – pojechał ze mną i przyjeżdżaliśmy do domu na weekendy. W trakcie moich studiów podupadł trochę na zdrowiu i musiałem przywieźć go do rodziców, bo potrzebował lepszej opieki, a zajęcia zajmowały mi sporo czasu. Kiedy tylko mogłem przyjeżdżałem do rodzinnego domu i zostawałem na noc, a rano pędziłem na zajęcia. Nie polepszało mu się i weterynarz zalecił uśpienie. Byliśmy zdruzgotani tą wiadomością, ale wiedzieliśmy, że tak będzie dla niego lepiej. Byłem przy nim do samego końca, przytulałem go i wspierałem jak mogłem, chociaż serce mi pękało. Kiedy odszedł byliśmy z rodzicami bardzo smutni i nie umieliśmy znaleźć sobie miejsca. Z czasem rodzice zaczęli odzyskiwać radość życia, ale ja nadal cierpiałem.

Od tego momentu minęło kilka miesięcy. Nadal za nim tęsknię, ale wierzę, że kiedyś przyjdzie taki dzień, że pojadę do schroniska po nowego przyjaciela, bo jest w nim sporo piesków, które zasługują na to, żeby mieć swojego człowieka.

Komentarze

Masz historię, która powinna znaleźć się na tej stronie? Napisz do nas!

Imię

E-mail *

Wiadomość *