Przyjaciele na całe życie

Miałem wspaniałego przyjaciela, z którym znałem się od dzieciństwa. Byliśmy sąsiadami i do tego w tym samym wieku. Od najmłodszych lat chodziliśmy razem do przedszkola, potem podstawówka. Nawet liceum wybraliśmy to samo, chociaż inny profil klasy. Po skończonej edukacji szkolnej, znów spotkaliśmy się w tej samej sali, tym razem wykładowczej. Poszliśmy razem na studia ekonomiczne. Po ukończeniu studiów i obronie magisterki założyliśmy razem firmę. Wszystko układało się idealnie, mieliśmy dobrze prosperujący biznes, każdy miał swoją ukochaną przy boku, śmialiśmy się, że skoro wszystko nam tak dobrze idzie, kiedy działamy wspólnie, to może wspólnie weźmiemy ślub. Pewnej soboty wybraliśmy się we czwórkę na dyskotekę. Do północy bawiliśmy się świetnie. Potem wydarzenia przybrały zupełnie inny obrót. Mój przyjaciel po powrocie z toalety zobaczył, jak jego narzeczona całuje się z innym kolesiem. Zrobił jej awanturę, wiadomo wyrzucili go z dyskoteki, tutaj ochrona nie patrzy kto ma rację, albo kto sprowokował. Razem z moją narzeczoną wyszliśmy za nim, zabraliśmy go do domu. Jak tamta wróciła, nie interesowało mnie, przecież miała swojego nowego „kolegę”. Z mojego przyjaciela jakby uszła cała radość życia. Nic go nie cieszyło. Na nic były nasze tłumaczenia, że sobie to jakoś poukłada, że czas leczy rany. Miesiąc później popełnił samobójstwo. Jego była narzeczona po pogrzebie, powiedziała, że najbardziej żałuje tego incydentu. Nie wie, co jej odbiło, chyba za dużo alkoholu, bo tak naprawdę kocha mojego przyjaciela, ale nie dał jej się wytłumaczyć. Mówiła też, że poza tym pocałunkiem do niczego nie doszło. Więcej nie chciałem jej słuchać, żadne słowa nie przywrócą życia mojemu przyjacielowi.

Komentarze

Masz historię, która powinna znaleźć się na tej stronie? Napisz do nas!

Imię

E-mail *

Wiadomość *